A co, „parasolom” też się należy!

Stolica Piotrowa ma wielkie tradycje. Począwszy od tych związanych z wyborem Papieża, na doborze koloru ich butów kończąc. Jednak, gdy w 1978 roku, konklawe wybrało na następcę Świętego Piotra arcybiskupa Karola Wojtyłę, stało się jasne, że nadszedł czas zmian. Wraz z wyborem Papieża-Polaka niektóre tradycje Watykanu uległy zmianie. Continue reading

Salezjański Wolontariat Misyjny

Z okazji wspomnienia św. Franciszka Ksawerego – patrona misji katolickich, przygotowaliśmy dla Was okazjonalny wywiad. Mieliśmy przyjemność porozmawiania z Salezjaninem Mariuszem Pupką SDB, który na co dzień zmaga się z trudami szerzenia wiary w Jezusa Chrystusa oraz niesienia pomocy najbardziej potrzebującym. Zapraszamy do lektury. Continue reading

Twórcy filmów katolickich nagrodzeni!

06

137 filmów z 18 krajów, 17 audycji radiowych i 6 teledysków – aż tyle konkursowych zgłoszeń napłynęło do jurorów XXXI Międzynarodowego Katolickiego Festiwalu Filmów i Multimediów Niepokalanów 2016, którego Patronem Medialnym było Wydawnictwo Świętego Filipa Apostoła. Continue reading

Abp Wacław Depo: Maryja nas jednoczy!

6

Bliższa i dalsza rodzina, przedstawiciele ruchów i stowarzyszeń archidiecezji częstochowskiej, mediów, osoby życia konsekrowanego oraz wielu innych gości towarzyszyło Arcybiskupowi Metropolicie Częstochowskiemu Wacławowi Depo 24 września. Continue reading

Młodzież na start! – św. Stanisław Kostka patron młodych

młodziAnioł podający Komunię, Dzieciątko na ręku, krucyfiks, laska pielgrzymia, różaniec – to główne atrybuty św. Stanisława Kostki. Święto patrona Polski, Litwy, ale także archidiecezji warszawskiej i łódzkiej, diecezji chełmińskiej i płockiej oraz Gniezna, Lublina, Lwowa, Poznania i Warszawy obchodzimy 18 września. Continue reading

Powstanie Warszawskie, kilka słów o pielke

powstanie-Warszawskie-SW-FILIP

Ekstaza wolności napełnia serca, przyspiesza oddech w płucach, wzbiera w ulicach. To nic, że domy płoną, że szeregi ludzi z tobołami na plecach i w łachmanach uciekają z Woli, Czerniakowa, Górnego Mokotowa, Powiśla. Wielkie, zapamiętałe odprężenie prostuje grzbiety. Można znieść wszystko, byle strącić z karków nieznośny ciężar, byle nareszcie być sobą. Tego szczęścia nie pojmie nikt, kto go nie doznawał. Na skrawku ziemi długości i szerokości paru kilometrów, natłoczonym ludźmi, podminowanym nastrojami piwnicznymi, rozkrojonym na kilka osobnych, odciętych od siebie obozów warownych otoczonych zewsząd, burzonych nieuchronnie bombami, znajdującym się już od pierwszych dni w sytuacji strategicznie beznadziejnej – ta wciąż płonąca świadomość: jesteśmy wolni!

Jerzy Braun o pierwszych dniach powstania.

Jak co roku, gdy przychodzi rocznica powstania warszawskiego rozbrzmiewa dyskusja o jego sens. Jednak w przeciwieństwie do innych rozważań dotyczących działań wojennych, te o powstaniu wydają się być niezwykle trudne. Trudności te wynikają głównie z konfliktu racjonalizmu, w który wplecione zostają olbrzymie emocje. Bowiem, gdy spojrzymy wyłącznie na liczby, to nawet cywil nie mający większego pojęcia o prowadzeniu akcji militarnych dostrzeże, w jak trudnej sytuacji znajdowali się powstańcy. Dlaczego jednak zdecydowali się, aby sięgnąć za broń? Wielu powstańców w swoich wypowiedziach podkreśla, iż śmierć w obliczu niemieckiej niewoli stała się im obojętna, bowiem dość już mieli nazistowskiej tyranii.

Decyzja niejednomyślna

W ogólnym przekazie medialnym przez wiele lat propagowana była wizja powstania warszawskiego jako zbiorowego aktu męstwa i odwagi, w których każdy chwytał za broń i szedł strzelać do oprawców. Pomijana jest jednak kwestia, iż na starcie samego powstania żołnierze mieli jedynie około 7 tyś. sztuk broni palnej, a wielu (szczególnie tych zrzeszonych w NSZ) było nastawionych do walki raczej sceptycznie. Podobnie sprawa się miała w samym sztabie. Mimo, że gen. „Bór” Komorowski wraz z gen. Antonim Chruścielem ps „Monter” byli gorącymi orędownikami walki zbrojnej, to jednak gen. Kazimierz Sosnkowski, który po śmierci gen. Władysława Sikorskiego, pełnił rolę Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych, był przeciwny takiemu rozwiązaniu. Niektóre relacje wskazują nawet, że Sosnkowski wydał zakaz rozpoczęcia walk, rozkaz ten jednak zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach.
Niewątpliwie sztab „Bora” Komorowskiego wykorzystał propowstańcze nastoje społeczne, jakie nasilały się od lipca 1944 r. Informacje o cofających się i regularnie rozbijanych oddziałach SS wlały w społeczność warszawską nadzieję, że bestialska okupacja wkrótce dobiegnie końca. Nikt jednak nie chciał czekać. Żołnierze noszący w głowach i sercach ogrom krzywd, jakich doznali obywatele Polski, spragnieni byli walki. Powstanie dla nich to miała być okazja, by dać symbol światu, że początek Mazurka Dąbrowskiego: „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy” to nie tylko pusty frazes z pieśni legionów, ale faktyczne odzwierciedlenie tego, co można nazwać „Polskością”.

Okrutne liczby w starciu z męstwem

Janusz Brochwicz-Lewiński ps „Gryf” w czasie powstania warszawskiego walczył w szeregach Batalionu „Parasol”. Tak mówił w jednym z wywiadów: Czekaliśmy na powstanie jak na zbawienie, chcieliśmy bardzo mieć wolny kraj, po latach upokorzeń, morderstw i krzywd od okupanta chcieliśmy wolnej Polski, wierzyliśmy głęboko, że nam się uda, że to jest możliwe. Po prostu wszyscy rwaliśmy się do walki. Byliśmy pewni, że przyjdzie zwycięstwo, z pomocą całego narodu wywalczymy w krótkim czasie wolność. Wierzyliśmy w pomoc aliantów, w nasze wojsko na Zachodzie, które mogło przybyć nam z pomocą. Słowa te zdają się w znakomity sposób obrazować to, co rodziło się w sercach powstańców. Dla tych żołnierzy powstanie warszawie nie było jedynie „kolejną wojskową akcją”. To miał być zryw narodu, którego zaatakowanie przez Niemcy rozpoczęło piekło II wojny światowej. Postawa taka niewątpliwie jest budująca, bowiem przedstawia obraz Polskiego Narodu nieco inaczej niż mają to w zwyczaju przedstawiać „autorytety moralne” pokroju Jana Grossa. Jednak obok męstwa i odwagi, która jak pisał Stanisław Michalkiewicz zawstydza, trzeba spojrzeć na ogół sytuacji powstańców, a ta jak wiadomo była przerażająca.
Gdy wybiła Godzinie „W”, powstańcy dysponowali:
1000 karabinów,
300 pistoletami maszynowymi,
60 karabinami ręcznymi,
7 ciężkimi karabinami maszynowymi,
35 karabinami przeciwpancernymi,
17000 pistoletami ręcznymi,
35000 granatami.
Ponadto, co 10 uczestnik powstania nie posiadał żadnej broni palnej! Oznacza to, że w pierwszych godzinach akcji, maił do dyspozycji… głazy, połamane płyty chodnikowe, łomy lub inne narzędzia codziennego użytku, które w tym momencie musiały służyć za broń wojskową! Co ciekawe, wcześniej wspomniany gen. Chruściel mówił, że niedostatek broni żołnierze mają pozyskiwać z rąk SS-manów. Brzmi to groteskowo, w momencie gdy powstaniec ma w dłoni jedynie kilof i szpadel.

63 dni, 200 tysięcy martwych… Warszawa przestała istnieć

Powstanie, mimo heroicznej postawy warszawiaków zakończyć się klęską. Po 63 dniach, dokładnie 2 października 1944 r. Armia Krajowa zakończyła działania ofensywne, a wysłani emisariusze mieli negocjować warunki kapitulacji. W ciągu dwóch miesięcy walk ofiarę poniosło 16 tysięcy żołnierzy oraz około 180 tysięcy cywilów. Zwyrodnialcy z SS (mówi się, że oddziały walczące z powstańcami składały się z najgorszych bandytów, jakich tylko wcielono do Wermachtu) w pierwszej kolejności mordowali resztki warszawskiej inteligencji, następnie fachowców, tak by zdewastowana stolica nigdy nie została odbudowana. O skali masakry świadczy również waga prochów ze skremowanych ciał ofiar powstania, która wyniosła 12 ton! 90% zabytków Warszawy obróciło się w pył, 72% zabudowy mieszkalnej przestało istnieć. To była cena za zabicie 10 tysięcy hitlerowców…
Oprócz tego, morale sięgnęły niemalże zera.
Ci, co wydali pierwszy rozkaz do walki
niech policzą teraz nasze trupy.

Niech pójdą przez ulice
których nie ma
przez miasto
którego nie ma
niech liczą przez tygodnie przez miesiące
niech liczą aż do śmierci

nasze trupy.

Tak o powstaniu pisała Anna Świrszczyńska, która czynnie brała udział w powstaniu.

Warszawa krwawi

Powstania warszawskiego ocenić jednoznacznie się nie da, a już na pewno nie może dokonać tego osoba, która nie przeżyła okupacji, nie wie czym jest piekło wojny. W rocznice pozostaje więc zaduma, nad losem starszych pokoleń i nad tym, co doprowadziło do największej tragedii XX wieku. Jednocześnie, od „Małych Powstańców” oraz od „zwykłych” żołnierzy, którzy gotowi byli oddać życie za wolność, możemy uczyć się prawdziwej definicji słowa „patriotyzm”.

Wołyń – czyli co pozostało po zbrodni.

1280px-Wołyń_1

Kuriozum – to pierwsze słowo, które przychodzi na myśl, gdy przyglądamy się obecnemu kultowi Bandery, jaki odrodził się na Ukrainie. To człowiek, a może raczej trzeba byłoby powiedzieć, bestia, który w imię „walki o wolność” porzucił człowieczeństwo, zastępując je nienasyconą żądzą krwi… polskiej krwi.

11 lipca 1943 roku dochodzi do wydarzeń, które później historia nazwie „Krwawą Niedzielą” na Wołyniu. Ten dzień był punktem kulminacyjnym trwających od lutego tegoż roku morderczych ataków na Polaków mieszkających na Wołyniu, ataków dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów, wśród nich niechlubnie zapisała się swoją aktywnością i okrucieństwem Ukraińska Armia Powstańcza (UPA). Mordy na polskiej ludności cywilnej trwały aż do 1944 roku. Oddziały ukraińskie prowadzone przez Dmitra Klaczkiwskiego, dokonują mordu na prawie 100 tysiącach Polaków. Choć do tej pory ostateczna liczba zamordowanych Polaków nie została ustalona. W swoich morderczych poczynaniach ukraińscy nacjonaliści posuwali się do niewyobrażalnego okrucieństwa, bestialstwa jakiego nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Ze względu na zbyt drastyczne sceny nie będziemy tu przytaczać metod UPA.

Celem tego bestialstwa, i można to stwierdzić z całą stanowczością, był plan totalnej eksterminacji polskiej ludności, tak, by po wojnie ziemie wołyńskie stały się częścią ukraińskiej ziemi pozbawionej mniejszości narodowej (Polaków). Zresztą słowa pułkownika Klaczkiwskiego dosadnie obrazują nastawienie UPA: „Jeśli chodzi o sprawę polską, to nie jest to zagadnienie wojskowe, tylko mniejszościowe. Rozwiążemy je tak, jak Hitler sprawę żydowską”.

W 2013 roku polski sejm działania UPA uznał za tzw. „zbrodnie o znamionach ludobójstwa”. Ten dziwaczny twór słowny, którego celem było łagodzenie stosunków z naszym wschodnim sąsiadem, nijak się jednak ma do rzeczywistości. Co więcej, okazało się, że  polityka historyczna prowadzona przez środowiska liberalne, dziś obraca się przeciwko nam samym. Bagatelizowanie przeszłości ma bowiem zawsze konsekwencje w przyszłości. W przeciągu zaledwie trzech lat, sytuacja na Ukrainie zmieniła się diametralnie, a morderców z oddziału Klaczkiwskiego czy ludobójców pokroju Bandery, dziś obsypuje się honorami.

Po ukraińskiej rewolucji zwanej „Euromajdanem” doszło do całkowitego przetasowania w ukraińskim parlamencie. Niestety obecnie głowa państwa ukraińskiego wprost odwołuje się do postaci Bandery, a żołnierzy z UPA nazywa „bohaterami”, co w pewien sposób podsyca nastroje antypolskie.
Aby jeszcze dokładniej zobrazować całą sytuację, wyobraźmy sobie, że w Niemczech do władzy dochodzi partia odwołująca się do postaci… Hitlera, a działania nazistów uznaje za „przykład bohaterstwa”. Sytuacja ta brzmi dość groteskowo i wprost nierealnie, ale dokładnie taki stan rzeczy dokonuje się za naszą wschodnią granicą.
Obecnie w parlamencie Rzeczpospolitej znów trwa dyskusja o tym, czy rzeź wołyńska była „tylko” mordem czy już ludobójstwem. Gdyby zastosować się do definicji, którą utworzył zaraz po wojnie Rafał Lemkin, to wątpliwości żadnej by nie było. Warto pamiętać, że powstała w 1945 roku definicja ludobójstwa była podstawą w czasie Procesu Norymberskiego. Oby polscy parlamentarzyści znów ponad prawo i prawdę historyczną nie postawili na źle pojętą „przyjaźń”.

Powiedzieć należy sobie jasno, przyjaźń wymaga wspólnego szacunku i dążenia do prawdy. Jak wobec tego mówić o przyjaźni, kiedy jedna ze stron opiera swoją władzę, na nastrojach antypolskich, rozwijając kult człowieka, który szczerze nienawidził wszystkiego, co polskie? Przyjaźń opierać się może wyłącznie na wzajemnym szacunku i prawdzie, nawet, gdy jest ona bolesna.  Ludobójstwo należy nazwać po imieniu, przecież nikt nie oskarża obecnych Ukraińców o tę zbrodnię i nikt nie ma o to do nich żalu (prędzej za to, że sami próbują fałszować rzeczywistość). Dopiero kiedy prawda ta zostanie uznana, a wraz za nią nie będzie dochodzić do kultywowania przez rząd Ukrainy

Zamach na Papieża Polaka

635355726400593395

13 maja 1981r doszło do jednego z najtragiczniejszych wydarzeń we współczesnej historii Kościoła katolickiego. Podczas audiencji generalnej na placu św. Piotra w Rzymie o godzinie 17:19 w stronę papieża Jana Pawła II zostały oddane strzały.

Zamachowcem, którego celem było uśmiercenie papieża Polaka był pochodzący z Turcji Mehet Ali Agca. Kule trafiły Jana Pawła II w brzuch oraz rękę. Śledztwo przeprowadzone w tej sprawie wykazało, że zamachowiec mierzył w głowę papieża. W tym czasie Jan Paweł II schylił się wtedy do małej dziewczynki i wziął ją na ręce. Agca opóźnił oddanie strzału prawdopodobnie dlatego, że dziewczynka którą trzymał papież, lekko go przysłoniła, co uniemożliwiło zamachowcowi dokładne wycelowanie. Ranny papież osunął się w ramiona Stanisława Dziwisza, który pełnił wtedy rolę sekretarza. Po przewiezieniu do szpitala papieża Polaka poddano operacji która trwała sześć godzin. Niestety, rany wywołane przez kule sprawiły, iż papież nigdy do zdrowia nie powrócił.

To nie mogło być wyłącznie szczęście

Jan Paweł II wielokrotnie podkreślał, że swoje ocalenie zawdzięczał nie tylko szczęściu. Jak sam mówił Jedna ręka strzelała, a inna kierowała kulę. Wielu wiernych dostrzegło związek tych wydarzeń z pierwszym objawieniem fatimskim, które również miało miejsce 13 maja. Po tych wydarzeniach zmodernizowano pojazd którym poruszał się Biskup Rzymu między innymi poprzez odpowiednie jego opancerzenie. Warto zaznaczyć, iż po złapaniu i osadzeniu zamachowca Jan Paweł II spotkał się z nim w celi, wybaczając mu ten czyn.

 

Imperium Radzieckie kontratakuje

Istnieje wiele teorii na temat przyczyn zamachu. Ali Agca w czasie przesłuchać podawał wiele wzajemnie wykluczających się wersji. Do jednej z nich należał „ślad bułgarski”, który sugerował, ze udział w spisku brały służby specjalne Ludowej Republiki Bułgarii działające na zlecenie ZSRR. W tym czasie aresztowano również Sergieja Antonowa, którego jednak uniewinniono z powodu braku dowodów.

W 1985 roku w raporcie przygotowanym przez CIA znalazła się opinia, iż najprawdopodobniej to Związek Radziecki zlecił i zorganizował zamach. Okazało się jednak, iż śledztwo prowadzone przez amerykański wywiad mogło być ustawione, tak by skierować winę właśnie na ZSRR. Dochodzenie przeprowadzone przez dziennikarkę włoskiego czasopisma „La repubblica” dowodziło, iż za zamachem stała skrajna turecka organizacja terrorystyczna o nazwie „Szare Wilki”.

Do dziś nie wiadomo kto i dlaczego chciał targnąć się na życie papieża Polaka. Wiadomo jednak, że zamach ten nie doszedł do skutku i stał się świadectwem  działania boskiej opatrzności.

10 faktów o Marszałku Józefie Piłsudskim o których nie mieliście pojęcia

Jozef_Pilsudski1

Dziś mija dokładnie 81 od śmierci Józefa Piłsudskiego. Wywodzący się ze środowisk lewicowych dyktator przez jednych uwielbiany i czczony niczym bóstwo dla innych uzurpator, który swoimi wytycznymi doprowadził do upadku II Rzeczpospolitej.

Co by o marszałku nie sądzić, jednego odebrać mu nie można- był jedną z najbardziej wyrazistych postaci w polskiej polityce okresu międzywojnia. Nieprzeciętność Józefa Piłsudskiego wyraża garść ciekawostek i anegdot które pragniemy w tym miejscu przedstawić!

 

  1. Wojskowy, a flejtuch.

Nie jest tajemnicą, że w wojsku o czystość się dba. Każdy kto odbył zasadniczą służbę wojskową potwierdzi, iż czystość munduru jest priorytetem. Gdyby wyższy stopniem wojskowy zobaczył „ufajdany” jedzeniem lub piciem mundur to zapewne wymierzyłby delikwentowi surową karę. Oczywiście to, co dla szeregowca jest powinnością nie dotyczy już marszałka… i nie dotyczyło również Józefa Piłsudskiego. Na mundurach, które ostały się do dziś po Naczelniku można zauważyć całą mozaikę plam po jedzeniu i piciu. Fakt ten może  wynikać z tego, iż marszałek często był zmuszony do „jedzenia w biegu”.

  1. Dowcipniś

Zazwyczaj dyktatorzy kojarzą się większości z ponurymi postaciami o posępnym wyrazie twarzy. Chociaż na pierwszy rzut oka marszałek też takim mógł się wydawać to jednak prawda jest zgoła odmienna. Piłsudski słynął z poczuciach humoru, miał także wielki dystans do samego siebie. Krąży plotka, uwielbiał karykatury… samego siebie.

  1. Poliglota

Marszałek oprócz języka polskiego, doskonale opanował języki rosyjski, niemiecki oraz francuski. Wynika to z tego, iż jego matka kładła wielki nacisk by jej synowie posiadali dobre wykształcenie. Dziwić może jedynie fakt, iż na świadectwie maturalnym najsłabsze oceny Piłsudski miał właśnie… z języków (nie wliczając języka francuskiego)

  1. Miłośnik dymka

Józef Piłsudski był wielkim miłośnikiem tytoniu. Nie palił jednak byleczego. Specjalnie na życzenie marszałka przygotowywano mu odpowiednią mieszankę tytoniu. Na papierosy te popularnie mówiło się „marszałkowskie”.

  1. Jak ojciec

Zwyczajowo uznaje się, iż mówienie komuś na pan / pani wyraża szacunek. W przypadku marszałka było jednak nieco inaczej. Jeśli do któregoś z podwładnych zwracał się w taki sposób, to było jasne że Naczelnik delikwenta nie lubi. Jeśli jednak podwładny marszałka zyskał jego sympatie wtedy był pieszczotliwie nazywany „dzieciakiem”. Mówi się, iż ta forma  zwracania się do żołnierzy sprawiła, że Piłsudski przez wojskowych był uwielbiany.

  1. Nocny marek

Józef Piłsudski bardzo często pracował w nocy. Z tego powodu cierpiała jego żona bowiem marszałek angażował ją wtedy do pracy. Wyglądało to tak, że Piłsudski referował swoje przemyślenia i decyzje, a małżonka skrupulatnie je notowała.

  1. Katolik, luteranin, ateista…

Chociaż Piłsudski był wychowywany w domu, gdzie wyznawano wiarę rzymskokatolicką, był także ochrzczony to jednak w wierze katolickiej nie wytrwał do końca. Po 30 urodzinach zmienił wyznanie na ewangelicko- augsburskie. Nie był to jednak efekt nawrócenia. Decyzja ta była stricte pragmatyczna, marszałkowi chodziło bowiem jedynie o to by móc ponownie wziąć ślub kościelny. (Jak wiadomo w Kościele katolickim rozwodnikom ponownego ślubu udzielić nie można). Samo podejście marszałka do kwestii teologicznych było dość ambiwalentne. Chociaż kultywował tradycje religijną to jednak, przyznawał iż łaska wiary została mu poskąpiona

  1. Miłośnik broni

Umiłowanie do broni palnej w sumie nie powinno dziwić. Marszałek był bowiem był oddany wojsku, a więc obcowanie z pociskami i rewolwerami nie było dla niego niczym wyjątkowym. Inną sprawą jest, że Piłsudski nie był w stanie zasnąć nie mając przy sobie nabitego rewolweru. Ta przypadłość zakończyła się tragedią. Pewnego razu marszałek strzelił bowiem do przechodnia który przechadzał się w pobliżu jego okna.

  1. Herbatnik

Józefa Piłsudskiego bardzo często można było zobaczyć gorącym kubkiem pełnym mocno parzonej herbaty, którą podobno wypijał litrami. Co ciekawe był totalnym przeciwnikiem kawy. Podobno „mała czarna” zupełnie na niego nie działała.

  1. Mówca

Chociaż Piłsudski nie należał do oratorów, a wystąpienia publiczne ewidentnie sprawiały mu kłopot, to jednak, gdy już zabierał głos, to wyrażał się bardzo dosadnie. Wiele jego cytatów do dziś krąży jako „hity internetu”. Wielu uważa, że jego jednozdaniowe sentencje idealnie oddawały obraz polskiej rzeczywistości, a część z nich jest aktualna i dzisiaj.

 

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich

filip

Radość z czytania

Już od 1995 roku, 23 kwietnia obchodzony jest Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. Święto organizowane jest przez UNESCO, a jego celem jest promowanie czytelnictwa, a także edytorstwa i ochrony własności intelektualnej za pomocą praw autorskich.

Data obchodzenia Światowego Dnia Książki jest nieprzypadkowa. Uchodzi ona za symboliczną dla światowej literatury. Tego dnia w 1616 roku zmarli William Szekspir, Miguel de Cervantes oraz Inca Garcilaso de la Vega. Warto pamiętać, iż w Wielkiej Brytanii i Irlandii Światowy Dzień Książki wyjątkowo obchodzony jest w pierwszy czwartek marca, tak aby święto wypadało w trakcie semestru szkolnego.

Wszystko zaczęło się w Hiszpanii

A dokładniej w Katalonii. W 1926 roku Vicente Cavel Andres, wydawca z Walencji, zaproponował organizację święta czytelnictwa. Początkowo dniem tym miał być 7 października, ze względu na domniemaną datę narodzin Cervantesa. Problem w tym, że żadne dokumenty nie określają jednoznacznie dnia narodzin pisarza. Niepewność ta sprawiła, że obchody ustanowiono na 23 kwietnia.
Święto książki z biegiem lat zaczęło cieszyć się coraz większą popularnością. W związku z tym, UNESCO postanowiło stworzyć tytuł Światowej Stolicy Książki, pierwszym miastem, które ten tytuł otrzymało był Madryt. Tytuł ten przyznawany jest co roku, jako wyróżnienie dla miasta, które najlepiej przygotowało program promujący książki oraz czytelnictwo.