Święto Krzyża – czas na przemyślenia

krzyż
– Nie chcę myśleć, że to był krzyż z drzewa. – pisał w swoich „Rozważaniach Drogi Krzyżowej” kardynał Stefan Wyszyński – Owszem, pomyślę, że to był ciężar świata, ciężar człowieczeństwa, że to był i ten ciężar, który w pewnej cząstce na mnie spada. A więc mój krzyż i mój ciężar.

Połowa września to zdecydowanie dobry moment, abyśmy choć przez chwilę zatrzymali się i pomyśleli, na czym polega wieloznaczność i wyjątkowość symboliki związanej z najważniejszą chrześcijańską relikwią. Jej odnalezienie zawdzięczamy cesarzowej Helenie, uznawanej za świętą zarówno przez katolików jak i prawosławnych. Według podań – to właśnie matka cesarza Konstantyna 14 września 325 roku podczas poszukiwań w Jerozolimie odnalazła trzy drewniane krzyże z trzema gwoździami.

Burzliwa historia krzyża to jedno, natomiast sam symbol pełni w życiu każdego chrześcijanina wyjątkową rolę. Przypomina, że nie jesteśmy samotni, ponieważ – jak pisze dalej kardynał Wyszyński – Nie idę sam, mój krzyż niesie mój Bóg. Jest nas dwóch: On i ja.

Wielcy literaci, malarze, muzycy, artyści przez wieki nawiązywali do motywu krzyża, który stał się nieodłącznym elementem naszej codzienności. Dlatego też właśnie dziś – słowami księdza Jana Twardowskiego zachęcamy do kontemplacji. Święto Podwyższenia Krzyża pozwala nam bowiem przypomnieć sobie, jak wielką ofiarę poniósł Jezus Chrystus, abyśmy mogli osiągnąć życie wieczne.

Ks. Jan Twardowski Krzyż (fragment)

Mój krzyż co przyszedł z niewidzialnej strony

zna samotność w spotkaniu przy stole

niepokój i spokój bez serca bliskiego

wie że mąż wzdycha częściej niż kawaler

nie dziwi się już Hegel że w szkole dostawał po łapie

nie każdy go rozumiał

krzyż wszystko uprości

(…)

z krzyżem jest się na zawsze by sprzeczać się co dzień

jeśli go nie utrzymasz to sam cię podniesie

a szczęście tak jak zawsze o tyle o ile

bywa że się uśmiecha gdy myśli zapewne

chce mnie zrzucić

zobaczysz że ciężej beze mnie

Ciekawostki:

122 – tyle świątyń (kościołów i cerkwi) pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego znajduje się w Polsce

INRI – Ewangelia wg św. Jana mówi o tabliczce z inicjałami przymocowanej do krzyża nad głową Jezusa. Ów skrót od słów Iesus Nazarenus Rex Iudaeorum oznacza „Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski”.

Warto przeczytać:

Górny Grzegorz, Rosikoń Janusz, Świadkowie tajemnicy. Śledztwo w sprawie relikwii Chrystusowych, Rosikoń Press, Warszawa 2013. ISBN 978-83-62981-32-8.

Skazany na śmierć. Historia męki i zmartwychwstania Pańskiego, Wydawnictwo Sfinks, Częstochowa 2013. ISBN 978-83-63624-14-9.

Skazany na śmierć – Rozważaj, duszo, chrystusowe rany – L Mozaika

Biblia Papieska z komentarzami Świętego Jana Pawła II – Biblia L 1050 – Lecie Chrztu Polski

11 września – Ksiądz Bukowiński a walka z terroryzmem

Wladyslaw Bukowinski
Polska, Ukraina, Kazachstan i Tadżykistan – to tylko niektóre kraje na życiowej drodze księdza Władysława Bukowińskiego. „Apostoł Kazachstanu” 11 września został ogłoszony błogosławionym. Wybór takiej daty nie jest przypadkowy – to w Nim i Jego przesłaniu właśnie doszukuje się panaceum na terroryzm i religijny fanatyzm we współczesnym świecie.

Ten Wielki Patriota całym swoim życiem pokazał, że bez względu na represje i wszelkie prześladowania – należy pozostać wiernym Bogu i modlitwie. To właśnie On nie skorzystał z okazji powrotu do Polski mówiąc, że w kraju, gdzie zdecydowaną większość stanowią wyznawcy islamu, a chrześcijanie są mniejszością religijną, jest potrzebny bardziej niż gdziekolwiek indziej.

Choć Kazachowie już od lat uznawali Bukowińskiego za uosobienie świętości, to uroczyste rozpoczęcie jego procesu beatyfikacyjnego nastąpiło w 2006 r. Beatyfikację „Apostoła Kazachstanu” umożliwił cud, jaki dokonał się za jego wstawiennictwem, uzdrowienie ks. Mariusza Kowalskiego po wylewie krwi do mózgu. Cud ten po wnikliwych badaniach został oficjalnie uznany w grudniu 2015 r.

Główne uroczystości miały miejsce w niedzielę 11 września w nowej katedrze pod wezwaniem Matki Bożej Fatimskiej Matki Wszystkich Narodów w Karagandzie, a poprowadził je kardynał Angelo Amato. Cytował m.in. wspomnienia Wielkich Osobistości, jak świętego Jana Pawła II czy kardynała Józefa Glempa. Jednak zdecydowanie najwięcej o samym księdzu Bukowińskim mówią słowa księdza prałata Nowaka najczęściej powtarzane w ostatnich dniach: „Osoba księdza Bukowińskiego jest lekarstwem na terroryzm i fundamentalizm religijny współczesnego świata”.

Jak należy więc walczyć? Miłością i przebaczeniem, dzięki którym żądza zabijania straci w końcu siłę.

Pielgrzymi oddają cześć Matce Boskiej Częstochowskiej

KOPIA_OBRAZU_MATKI_BOSKIEJ_CZESTOCHOWSKIEJ

Dziś w Kościele obchodzimy uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej. Jako wydawnictwo rodem z Częstochowy chcieliśmy przedstawić wam krótką historię cudownego obrazu, znajdującego się w klasztorze jasnogórskim. Ikona ta bowiem przyciąga do naszego miasta prawie dwa miliony wiernych każdego roku!

Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej osnuty jest legendą, według której autorem dzieła jest sam św. Łukasz Ewangelista. Podobno ikona została namalowana na desce stołu służącego Najświętszej Rodzinie. Następnie obraz przebył daleką drogę z Jerozolimy do Konstantynopola, by trafić na Ruś. Podczas wojny prowadzonej na Rusi przez wojska Ludwika Węgierskiego, książę Rusi Lew Halicki ukrył obraz na zamku w Bełzie. Gdy Ludwik zdobył te tereny ustanowił ich namiestnikiem księcia opolskiego Władysława. Książę planował przetransportować obraz na Śląsk, jednak podczas podróży napotkał na przeszkodę. W okolicach Częstochowy konie nie chciały ruszyć z miejsca. Inna wersja legendy podaje, iż podczas odpoczynku u podnóża kościółka na Jasne Górze, Matka Boża miała Władysławowi przekazać swoją wolę, iż w tym miejscu właśnie chce pozostać. Tak czy inaczej, Władysław miał wtedy złożyć przysięgę, że wybuduje kościół i umieści w nim obraz, a ponadto wybuduje klasztor. Przysięgi swej dotrzymał. Historia ta, zawarta jest w najstarszym rękopisie, którego odpis znaleźć można w jasnogórskim archiwum.

Chociaż legenda obrazu jawi się pięknie, to jednak zdaniem specjalistów niewiele ma ona wspólnego ze stanem faktycznym. Prawdziwe pochodzenie i czas powstania obrazu wciąż pozostają przedmiotem dyskusji naukowców. Najbardziej wiarygodna historia mówi, że dzieło trafiło na Jasną Górę w sierpniu 1384 r. jako podarunek dla Paulinów, których dwa lata wcześniej do małej wsi pod Kłobuckiem sprowadził Władysław Opolczyk. Do dziś nie wiadomo, czy sam klasztor faktycznie powstał, by chronić obraz Matki Bożej.
Wiadomo natomiast, że gdy ikona pojawiła się na Jasnej Górze, to była już otoczona kultem i czcią. Już wtedy przypisywano jej wiele cudów. Wieść o jej niezwykłej mocy rozchodziła się coraz dalej, sprawiając, iż klasztor stał się przede wszystkim maryjnym sanktuarium. Jan Długosz w swoich kronikach pisał, że dzieło czczone było nie tylko w Polce, ale również w krajach sąsiednich.

W 1430 r. doszło do zniszczenia obrazu. Dokonali tego rabusie z Czech, Moraw oraz Śląska. Napad na Jasną Górę, rabunkowy i obrazoburczy, miał też wydźwięk polityczny – biorący w nim udział kniaź Ostrogski z Wołynia dążył do skłócenia króla Jagiełły z jego braćmi i wszczęcia wojny. Złoczyńcy zamordowali wówczas kilku Paulinów, ogołocili wizerunek Matki Bożej z wotów oraz ozdób i przebili twarz Madonny mieczem, rozbili obraz na trzy części, po czym porzucili ikonę w pobliżu dzisiejszego kościoła pw. św. Barbary.
Zniszczony obraz przetransportowano do Krakowa, gdzie został sklejony i odrestaurowany. Ówczesnym konserwatorom nie udało się jednak pokryć malowidła farbami temperowymi, gdyż było ono wykonane techniką woskową tzw. enkaustyką. Zdecydowano więc na oryginalne deski nałożyć nowe płótna i przemalować wizerunek według rysunku widocznego na starych płótnach. Kawałki płótna oryginalnego pozostawiono pod nowym. To właśnie ten wizerunek do dziś podziwiamy w jasnogórskiej kaplicy. Śladem po barbarzyńskim czynie husytów są blizny widoczne na policzku Matki Bożej. Pomimo starań specjalistów nie udało się ich zamalować.

Podania głoszą, ze obraz został przeniesiony z Krakowa na Jasną Górę w uroczystej pieszej pielgrzymce. Dodatkowo ozdobiono go pięcioma srebrnymi i pozłacanymi blachami, które wypełniały tło ikony. Przedstawiają one najważniejsze sceny z życia Chrystusa. Po restauracji malowidła jego kult zaczął się nasilać i Częstochowa stała się jednym z bardziej znanych sanktuariów w Europie Środkowej. Spowodowało to budowę dużego kościoła na Jasnej Górze.

Kolejnym wydarzeniem, którego „świadkiem” był cudowny obraz Matki Bożej był potop szwedzki. Zakonu broniło około 200 ludzi, którzy stanęli naprzeciw 3 tysiącom żołnierzy dowodzonym przez Burcharda Müllera. Obroną Częstochowy kierował przeor Augustyn Kordecki. Oblężenie trwało 40 dni, od 18 listopada do nocy z 26 na 27 grudnia 1655 r. Wojska szwedzkie poniosły dotkliwe straty. Udana obrona Jasnej Góry miała dla Polaków wielkie moralne znaczenie. 1 kwietnia 1656 r. król Jan Kazimierz złożył uroczyste ślubowanie w katedrze lwowskiej, poddał kraj pod władzę Matki Bożej. Specjalny akt prawny ogłosił wybór Maryi Panny na Królową i Opiekunkę Polski.

Następstwem tych wydarzeń była ogromna uroczystość związana z koronacją ikony Matki Bożej, która odbyła się 8 września 1717 r. Była to pierwsza papieska koronacja cudownego obrazu. Do Częstochowy przybyło około 200 tysięcy pielgrzymów, liczba w owych czasach niespotykana. Obrzęd ten był bardzo symboliczny – uznano go za ukoronowanie Matki Bożej na Królową Polski. Decyzję o tym podjął papież Klemens XI, a samego aktu dokonał biskup chełmski Krzysztof Szembek. Była to pierwsza, ale nie ostatnia koronacja. Kolejne miały miejsce w 1910 r. (wtedy koronę ufundował papież Pius X) czy w 1966 r. w ramach obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski. Ostatnia koronacja miała miejsce w 2005 r. a fundatorem korony był papież św. Jan Paweł II. Wydarzenie odbyło się 26 sierpnia, czyli w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej, święta, które w 1904 r. dla Jasnej Góry i diecezji włocławskiej wyznaczył Pius X, a na cały Kościół polski rozszerzył Pius XI, ustanawiając w 1931 r. 26 sierpnia jako dzień obchodzenia święta.

Dziś Świętują Żołnierze

A Polish Army Soldier armed with a TANTAL assault rifle stands guard outside the amphitheater during the opening of the Relief in Place (RIP) Ceremony as US Marine Corps (USMC) Marines assigned to the 1st Marine Expeditionary Force (I MEF) relinquish authority to the Polish lead coalition forces, during a ceremony at Camp Babylon, Iraq, during Operation IRAQI FREEDOM.

15 sierpnia to nie tylko uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, ale również Święto Wojska Polskiego. Obchodzimy je co roku od 1992 r., ale historycznie nawiązuje do II RP, bowiem obchodzone jest na pamiątkę zwycięskiej Bitwy Warszawskiej, popularnie nazywanej „Cudem nad Wisłą”, do której doszło podczas wojny polsko-bolszewickiej. Obchody tej uroczystości sięgają czasów dwudziestolecia międzywojennego, a ustanowił ją ówczesny Minister Spraw Wojskowych generał broni Stanisław Szeptycki w 1923 r. Uroczystość nosiła wówczas nazwę Święto Żołnierza. Warto podkreślić, iż nigdy nie zostało ono odwołane równorzędnym lub wyższym aktem. Nawet w trakcie II wojny światowej nie przerwano kultywowania tego święta. Dopiero rząd komunistyczny w 1947 r., z oczywistych względów, zaniechał obchodów. Zostało ono zastąpione Dniem Wojska Polskiego, który był kultywowany 12 października. W ten sposób próbowano upamiętnić chrzest bojowy 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki pod Lenino.

Przez trzy lata po upadku komunizmu w Polsce, a więc do 1992 r. święto celebrowane było 3 maja, w rocznicę uchwalenia pierwszej polskiej konstytucji. Dopiero ustawa sejmowa z 30 lipca 1992 r. przywróciła obchody Święta Wojska Polskiego na 15 sierpnia, nawiązując do tradycji II RP. Tegoż roku po raz pierwszy odbyły się centralne uroczystości przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie.

A dlaczego akurat ta data? W historii Polski nie brakuje chwalebnych zwycięstw, zatem dlaczego dzień pokonania bolszewików pod Warszawą w 1920 r. zasłużył na miano takiego wyróżnienia? Dlaczego nie choćby 15 lipca, kiedy to wojsko polskie rozgromiło Krzyżaków pod Grunwaldem? Trzeba nam sobie uświadomić, że pamiętnego 15 sierpnia 1920 r., kiedy polscy żołnierze odparli nawałę bolszewicką, nie obronili tylko granic II RP, które Polska z poświęceniem tylu setek tysięcy patriotów odzyskała w 1918 r. po 123 latach zaborów. Obronili oni całą Europę Zachodnią przed komunistyczną rewolucją, bowiem pewnym jest, że zakusy Rosji na Polsce by się nie zakończyły. Zdaniem Edgara D’Abernon Bitwa Warszawska była 18. z listy przełomowych bitew w historii świata, czyli takich, których odwrotny przebieg zasadniczo zmieniłby bieg historii naszego globu. Według brytyjskiego dyplomaty polscy żołnierze zatrzymali ekspansję bolszewickiej rewolucji na demokratyczną Europę, a wiemy jak wiele ofiar komunistycznego terroru ta rewolucja pochłonęła.

Dlatego dziś, obchodząc Święto Wojska Polskiego, pamiętajmy i przekazujmy tę pamięć innym, jak wiele my i cala Europa zawdzięczamy poświęceniu polskich żołnierzy.

Uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

 

15 sierpnia w Kościele katolickim obchodzona jest uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Dzień ten związany jest z dogmatem, który został ogłoszony w konstytucji apostolskiej Munificentissimus Deus w 1950 r. przez papieża Piusa XII. Dogmat ten stwierdza, iż Maryja po zakończeniu swojego ziemskiego egzystowania została wraz z ciałem i duszą wzięta do wiecznej chwały.

Obchody związane z tą uroczystością przybierają bardzo podniosłą formę. W Polsce największe celebracje mają miejsce w Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie odbywają się inscenizacje Zaśnięcia Matki Bożej oraz jej Wniebowzięcia, a także na Jasnej Górze. Częstochowski klasztor, w okresie święta, odwiedzany jest przez miliony pielgrzymów z całego świata. W tym czasie odbywają się uroczyste Msze Święte, w trakcie których pątnicy mogą uzyskać odpust zupełny. Sierpniowe pielgrzymki na Jasną Górę wpisały się na stałe w polską tradycję, a przybywający do Częstochowy pątnicy dodają kolorytu Duchowej Stolicy Polski.

W Polsce uroczystość Wniebowzięcia NMP, nazywane jest również świętem Matki Bożej Zielnej.  Wynika to z faktu, iż Maryję czci się jako patronkę ziemi i jej bujnej roślinności. W wielu regionach naszego kraju Wniebowzięcie w naturalny sposób łączy się z dożynkami. W ten sposób rolnicy wyrażają wdzięczność za obfitość ziemi oraz modlą się o przyszły urodzaj.

Kontrowersje

Oddawanie czci Matce Bożej jest charakterystyczne dla katolików. Na święto Wniebowzięcia zupełnie inaczej patrzą przedstawiciele innych odłamów chrześcijaństwa. Protestanci bojkotują dogmat o Wniebowzięciu, argumentując to faktem, iż w Piśmie Świętym nie ma żadnej wzmianki o takim wydarzeniu. Teologia katolicka broni się jednak przed tymi zarzutami. Odrzuca argumenty protestantów, powołując się na wiele ksiąg liturgicznych, które powstając jeszcze w czasach starożytnych, wspominają o „Zaśnięciu” Maryi, a czasem mówią wprost o jej Wniebowzięciu. Istotnym faktem jest również to, że do tej pory nie udało się odnaleźć grobu Matki Bożej.Reni_Guido_-_Himmelfahrt_Mariae_-_1642

Ostanie pożegnanie kardynała Franciszka Macharskiego

Cardinal_Franciszek_Macharski,_Archbishop_Emeritus_of_Kraków

Dziś o godzinie 11 w katedrze na Wawelu rozpoczął się pogrzeb zmarłego w środę kardynała Franciszka Macharskiego. Bez cienia wątpliwości był to wielki człowiek o jeszcze większym sercu, choć sam o sobie pewnie by tak nie powiedział. Miał 89 lat.
Zawsze blisko ludzi, zawsze w chwili, gdy potrzebowali jego wsparcia. Był z nimi podczas „Białego Marszu” w Krakowie, kiedy to wierni modlili się w intencji rannego w zamachu św. Jana Pawła II. Był także pod „oknem papieskim” na Franciszkańskiej 3 i razem ze zgromadzonymi tam ludźmi kilka dni trwał na modlitwie tuż przed i po śmierci Papieża-Polaka. Dopiero po roku przyznał, że 2 kwietnia 2005 r. mijało dokładnie 55 lat od daty jego święceń kapłańskich. Świadczy to o jego niezwykłej skromności i wyczuciu chwili, wiedział, że wtedy, tego pamiętnego 2 kwietnia 2005 r., wydarzyło się coś bez mała ważniejszego.

 

Wielu podkreśla dużą skromność i łagodność tego wybitnego hierarchy, nie bez przyczyny odznaczonego Orderem Uśmiechu. Franciszek Macharski żył zgodnie ze swoją kardynalską maksymą: Jesu, in Te confido (Jezu, ufam Tobie). Dobro, które kardynał nosił w sobie było niemalże namacalne. We wspomnieniach przyjaciół, jawi się on jako modelowy przykład pasterza, któremu los bliźnich nigdy nie był obojętny. Był wielką postacią. Odszedł kawałek mojego świata.– mówił o Macharskim Edward Nowak, jeden z liderów opozycji nowohuckiej z czasów PRL. Józefa Hennelowa, publicystka „Tygodnika Powszechnego”, po śmierci kardynała wspominała: Mam poczucie straty, ale jednocześnie wielkiej wdzięczności.  Jednocześnie podkreślała istotną rolę jaką Franciszek Macharski odegrał w tworzeniu środowiska jej tygodnika.
Był wielkim przyjacielem Karola Wojtyły / św. Jana Pawła II. Urząd metropolity krakowskiego sprawował w latach 1979-2005. Właśnie z rąk Ojca Świętego otrzymał w 1979 roku najpierw sakrę biskupią, a potem nominację kardynalską.
Kardynał Macharski był m.in. wiceprzewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski (1979-1994) oraz przewodniczącym Komisji ds. Nauki Katolickiej i Komisji ds. Apostolstwa Świeckich. Udzielał się w pracach m.in. watykańskich kongregacji ds. Biskupów, ds. Duchowieństwa, ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego oraz ds. Wychowania Katolickiego.

W związku z podeszłym wiekiem, w 2005 r. przeszedł na emeryturę, choć nigdy nie przestał wspierać Kościoła i wiernych. Pomimo tego, że nigdy w sposób otwarty nie angażował się w politykę, zawsze wspierał słuszną sprawę swoim autorytetem tak, jak np. pomoc, której udzielał ludziom „Solidarności” w latach 80. XX w. W dobie stanu wojennego wspierał internowanych działaczy opozycyjnych i ich rodziny w ramach Arcybiskupiego Komitetu Pomocy Więźniom i Internowanym. Działał po swojemu, po cichu pomagał prześladowanym działaczom i duszpasterzom. To m.in. dzięki jego wysiłkom władze komunistyczne złagodziły rygor stanu wojennego.

Wielu podkreśla jego niezwykłą wrażliwość na ludzkie cierpienie, choroby, poniżenie, biedę. Przyczynił się do reaktywowania w 1990 r. i rozbudowy Caritas Archidiecezji Krakowskiej. Wspierał budowę domów samotnej matki, rodzinnych domów dziecka, poradni psychologicznych czy schronisk dla bezdomnych.

W czwartek, 28 lipca, kard. Macharskiego odwiedził papież Franciszek, goszczący w Polsce w związku ze Światowymi Dniami Młodzieży. Było to swoiste pożegnanie Kardynała.
Kard. Macharski zmarł 2 sierpnia w szpitalu, gdzie przebywał na leczeniu, po upadku i utracie przytomności, które zdarzyły się w jego mieszkaniu.

 

 

Powstanie Warszawskie, kilka słów o pielke

powstanie-Warszawskie-SW-FILIP

Ekstaza wolności napełnia serca, przyspiesza oddech w płucach, wzbiera w ulicach. To nic, że domy płoną, że szeregi ludzi z tobołami na plecach i w łachmanach uciekają z Woli, Czerniakowa, Górnego Mokotowa, Powiśla. Wielkie, zapamiętałe odprężenie prostuje grzbiety. Można znieść wszystko, byle strącić z karków nieznośny ciężar, byle nareszcie być sobą. Tego szczęścia nie pojmie nikt, kto go nie doznawał. Na skrawku ziemi długości i szerokości paru kilometrów, natłoczonym ludźmi, podminowanym nastrojami piwnicznymi, rozkrojonym na kilka osobnych, odciętych od siebie obozów warownych otoczonych zewsząd, burzonych nieuchronnie bombami, znajdującym się już od pierwszych dni w sytuacji strategicznie beznadziejnej – ta wciąż płonąca świadomość: jesteśmy wolni!

Jerzy Braun o pierwszych dniach powstania.

Jak co roku, gdy przychodzi rocznica powstania warszawskiego rozbrzmiewa dyskusja o jego sens. Jednak w przeciwieństwie do innych rozważań dotyczących działań wojennych, te o powstaniu wydają się być niezwykle trudne. Trudności te wynikają głównie z konfliktu racjonalizmu, w który wplecione zostają olbrzymie emocje. Bowiem, gdy spojrzymy wyłącznie na liczby, to nawet cywil nie mający większego pojęcia o prowadzeniu akcji militarnych dostrzeże, w jak trudnej sytuacji znajdowali się powstańcy. Dlaczego jednak zdecydowali się, aby sięgnąć za broń? Wielu powstańców w swoich wypowiedziach podkreśla, iż śmierć w obliczu niemieckiej niewoli stała się im obojętna, bowiem dość już mieli nazistowskiej tyranii.

Decyzja niejednomyślna

W ogólnym przekazie medialnym przez wiele lat propagowana była wizja powstania warszawskiego jako zbiorowego aktu męstwa i odwagi, w których każdy chwytał za broń i szedł strzelać do oprawców. Pomijana jest jednak kwestia, iż na starcie samego powstania żołnierze mieli jedynie około 7 tyś. sztuk broni palnej, a wielu (szczególnie tych zrzeszonych w NSZ) było nastawionych do walki raczej sceptycznie. Podobnie sprawa się miała w samym sztabie. Mimo, że gen. „Bór” Komorowski wraz z gen. Antonim Chruścielem ps „Monter” byli gorącymi orędownikami walki zbrojnej, to jednak gen. Kazimierz Sosnkowski, który po śmierci gen. Władysława Sikorskiego, pełnił rolę Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych, był przeciwny takiemu rozwiązaniu. Niektóre relacje wskazują nawet, że Sosnkowski wydał zakaz rozpoczęcia walk, rozkaz ten jednak zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach.
Niewątpliwie sztab „Bora” Komorowskiego wykorzystał propowstańcze nastoje społeczne, jakie nasilały się od lipca 1944 r. Informacje o cofających się i regularnie rozbijanych oddziałach SS wlały w społeczność warszawską nadzieję, że bestialska okupacja wkrótce dobiegnie końca. Nikt jednak nie chciał czekać. Żołnierze noszący w głowach i sercach ogrom krzywd, jakich doznali obywatele Polski, spragnieni byli walki. Powstanie dla nich to miała być okazja, by dać symbol światu, że początek Mazurka Dąbrowskiego: „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy” to nie tylko pusty frazes z pieśni legionów, ale faktyczne odzwierciedlenie tego, co można nazwać „Polskością”.

Okrutne liczby w starciu z męstwem

Janusz Brochwicz-Lewiński ps „Gryf” w czasie powstania warszawskiego walczył w szeregach Batalionu „Parasol”. Tak mówił w jednym z wywiadów: Czekaliśmy na powstanie jak na zbawienie, chcieliśmy bardzo mieć wolny kraj, po latach upokorzeń, morderstw i krzywd od okupanta chcieliśmy wolnej Polski, wierzyliśmy głęboko, że nam się uda, że to jest możliwe. Po prostu wszyscy rwaliśmy się do walki. Byliśmy pewni, że przyjdzie zwycięstwo, z pomocą całego narodu wywalczymy w krótkim czasie wolność. Wierzyliśmy w pomoc aliantów, w nasze wojsko na Zachodzie, które mogło przybyć nam z pomocą. Słowa te zdają się w znakomity sposób obrazować to, co rodziło się w sercach powstańców. Dla tych żołnierzy powstanie warszawie nie było jedynie „kolejną wojskową akcją”. To miał być zryw narodu, którego zaatakowanie przez Niemcy rozpoczęło piekło II wojny światowej. Postawa taka niewątpliwie jest budująca, bowiem przedstawia obraz Polskiego Narodu nieco inaczej niż mają to w zwyczaju przedstawiać „autorytety moralne” pokroju Jana Grossa. Jednak obok męstwa i odwagi, która jak pisał Stanisław Michalkiewicz zawstydza, trzeba spojrzeć na ogół sytuacji powstańców, a ta jak wiadomo była przerażająca.
Gdy wybiła Godzinie „W”, powstańcy dysponowali:
1000 karabinów,
300 pistoletami maszynowymi,
60 karabinami ręcznymi,
7 ciężkimi karabinami maszynowymi,
35 karabinami przeciwpancernymi,
17000 pistoletami ręcznymi,
35000 granatami.
Ponadto, co 10 uczestnik powstania nie posiadał żadnej broni palnej! Oznacza to, że w pierwszych godzinach akcji, maił do dyspozycji… głazy, połamane płyty chodnikowe, łomy lub inne narzędzia codziennego użytku, które w tym momencie musiały służyć za broń wojskową! Co ciekawe, wcześniej wspomniany gen. Chruściel mówił, że niedostatek broni żołnierze mają pozyskiwać z rąk SS-manów. Brzmi to groteskowo, w momencie gdy powstaniec ma w dłoni jedynie kilof i szpadel.

63 dni, 200 tysięcy martwych… Warszawa przestała istnieć

Powstanie, mimo heroicznej postawy warszawiaków zakończyć się klęską. Po 63 dniach, dokładnie 2 października 1944 r. Armia Krajowa zakończyła działania ofensywne, a wysłani emisariusze mieli negocjować warunki kapitulacji. W ciągu dwóch miesięcy walk ofiarę poniosło 16 tysięcy żołnierzy oraz około 180 tysięcy cywilów. Zwyrodnialcy z SS (mówi się, że oddziały walczące z powstańcami składały się z najgorszych bandytów, jakich tylko wcielono do Wermachtu) w pierwszej kolejności mordowali resztki warszawskiej inteligencji, następnie fachowców, tak by zdewastowana stolica nigdy nie została odbudowana. O skali masakry świadczy również waga prochów ze skremowanych ciał ofiar powstania, która wyniosła 12 ton! 90% zabytków Warszawy obróciło się w pył, 72% zabudowy mieszkalnej przestało istnieć. To była cena za zabicie 10 tysięcy hitlerowców…
Oprócz tego, morale sięgnęły niemalże zera.
Ci, co wydali pierwszy rozkaz do walki
niech policzą teraz nasze trupy.

Niech pójdą przez ulice
których nie ma
przez miasto
którego nie ma
niech liczą przez tygodnie przez miesiące
niech liczą aż do śmierci

nasze trupy.

Tak o powstaniu pisała Anna Świrszczyńska, która czynnie brała udział w powstaniu.

Warszawa krwawi

Powstania warszawskiego ocenić jednoznacznie się nie da, a już na pewno nie może dokonać tego osoba, która nie przeżyła okupacji, nie wie czym jest piekło wojny. W rocznice pozostaje więc zaduma, nad losem starszych pokoleń i nad tym, co doprowadziło do największej tragedii XX wieku. Jednocześnie, od „Małych Powstańców” oraz od „zwykłych” żołnierzy, którzy gotowi byli oddać życie za wolność, możemy uczyć się prawdziwej definicji słowa „patriotyzm”.

Papież Franciszek na Jasnej Górze

IMG_3090
W drugi dzień wizyty w naszej Ojczyźnie, papież Franciszek odwiedził sanktuarium na Jasnej Górze. Jest to szczególne miejsce dla polskiego Kościoła i dla naszego narodu. W tym miejscu zostały złożone Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego napisane przez Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego, tu też odbyły się główne uroczystości 1000-lecia Chrztu Polski. W duchowej stolicy naszego kraju, jakim jest Jasna Góra, Ojciec Święty Franciszek odprawił Mszę Świętą, która była dziękczynieniem za 1050. rocznicę chrztu Polski.

IMG_3191
IMG_3117
Po przybyciu do Częstochowy papież został przywitany m.in. przez metropolitę częstochowskiego abp. Wacława Depo, przewodniczącego episkopatu Stanisława Gądeckiego oraz przedstawicieli miejscowych władz. Następnie papież skierował się do Kaplicy Cudownego Obrazu, gdzie modlił się przed Ikoną Matki Bożej. Przykładem swoich poprzedników, św. Jana Pawła II i Benedykta XVI, również Ojciec Święty Franciszek złożył złota różę na ołtarzu.

IMG_3038
IMG_3118
Papież został gorąco przyjęty przez wiernych. Przejechał papamobilem między sektorami, w których zgromadzeni byli uczestnicy spotkania, dla wielu było to dojmujące przeżycie, nie często można spotkać Biskupa Rzymu. Kilka tysięcy ludzi wypełniło jasnogórskie błonia, okoliczne parki oraz Aleje Najświętszej Maryi Panny, arterię wiodącą ku klasztorowi jasnogórskiemu, aby móc wraz z Ojcem Świętym pomodlić się i podziękować za 1050 lat chrześcijaństwa w naszym kraju. W Eucharystii uczestniczyli również przedstawiciele najwyższych władz Polski z prezydentem Andrzejem Dudą i premier Beatą Szydło na czele. Mszę Świętą koncelebrowali polscy biskupi oraz setki kapłanów. U boku papieża stali m.in. metropolita częstochowski abp Wacław Depo, prymas Polski abp Wojciech Polak oraz nuncjusz apostolski w Polsce Celestino Migliore. Na wstępie została odśpiewana najstarsza polska pieśń religijna Bogurodzica, co pięknie nawiązywało do dziękczynienia za 1050 lat chrześcijaństwa w Polsce.

IMG_3117
IMG_3216
W homilii Ojciec Święty zaznaczył, że „Znamienne jest, że obecna rocznica chrztu waszego narodu zbiega się dokładnie z Jubileuszem Miłosierdzia” powiedział także: „Wasz naród pokonał na swej drodze wiele trudnych chwil w jedności. Niech Maryja (…) zaszczepi pragnienie wyjścia ponad krzywdy i rany przeszłości i stworzenia komunii ze wszystkimi”, życzył także zgromadzonym wiernym „działać w małości i w bliskości towarzyszyć, z prostym i otwartym sercem”.

IMG_3017
IMG_3011
Papież otrzymał w prezencie krzyż wykonany z dębu pochodzącego z czasów Mieszka I, tak wiekowego, jak chrześcijaństwo w naszej Ojczyźnie.

Po Mszy Świętej papież odleciał śmigłowcem do Krakowa, gdzie spotkał się z młodzieżą, biorącą udział w Światowych Dniach Młodzieży.

Rocznica Bitwy pod Grunwaldem

miecze

15 lipca 1410 r. doszło do jednej z największych w średniowiecznej Europie bitew. Naprzeciwko siebie stanęły Zakon Krzyżacki oraz zjednoczone wojska Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego.

 

Siły wojsk rozkładały się niemalże jednakowo. Po stronie Krzyżackiej stało ok. 15-20 tysięcy konnych oraz ok. 6 tysięcy pieszych i artylerzystów, Jagiełło dysponował natomiast ok. 29 tysiącami rycerzy. Oprócz nieco większej ilości wojowników strona polsko-litewska miała przewagę dzięki… pogodzie. Armia zakonna stała w upale na otwartym polu, co wykorzystał Jagiełło, opóźniając starcie. Jego siły w tym samym czasie odpoczywały w lesie.

 

Dwa nagie miecze


Jeszcze przed samą bitwą, Wielki Mistrz, podarował Władysławowi Jagielle dwa nagie miecze. Jest to jeden z najsłynniejszych momentów, spopularyzowany dzięki Henrykowi Sienkiewiczowi. Chociaż, gest taki na Zachodzie nie uchodził za znieważający, to jednak polscy dowódcy uznali go za wyraz arogancji przeciwników.
Bitwa
Sam Władysław Jagiełło nie wziął udziału w walce, lecz kierował swoimi oddziałami z niewielkiego wzgórza. W południe ruszyły z prawego skrzydła chorągwie litewskie, wkrótce za nimi podążyło z centrum i lewego skrzydła rycerstwo polskie. A tak przebieg bitwy opisał w swych Rocznikach Jan Długosz: „Kiedy zaczęła rozbrzmiewać pobudka, całe wojsko królewskie zaśpiewało donośnym głosem pieśń Bogurodzica, a potem potrząsając kopiami rzuciło się na walczących. Pierwsze jednak poszło do starcia wojsko litewskie na rozkaz księcia Aleksandra nie znoszącego żadnej zwłoki”. Walka była zacięta, co w niezwykle plastyczny sposób podkreślił kronikarz: „Przy natarciu na siebie oddziałów łamiące się włócznie i uderzające o zbroje miecze wydawały tak głośny szczęk, jakby zwaliła się jakaś ogromna skała, tak że słyszeli go nawet ci, którzy byli oddaleni o kilka mil”. Szala zwycięstwa przechylała się to na jedną, to na drugą stronę. Wielki Mistrz Krzyżacki ponawiał szarżę za szarżą, chcąc złamać polskie oddziały. Podczas jednej z nich doszło do momentu krytycznego: „Ponieważ także Krzyżacy zabiegali z uporem o zwycięstwo, wielka chorągiew króla polskiego z białym orłem w herbie, którą niósł chorąży krakowski […] Marcin z Wrocimowic, pod naporem wrogów upadła na ziemie. Ale walczący pod nią najbardziej zaprawieni w bojach rycerze i weterani podnieśli ją natychmiast i umieścili na swoim miejscu, nie dopuszczając do jej zniszczenia”. W miarę przedłużających się walk Ulrich von Jungingen postanowił przegrupować swoje wojska i na czele 16 chorągwi przeprowadzić decydujące natarcie na polskie prawe skrzydło. Manewr okazał się jednak nieskuteczny. Przegrupowane chorągwie krzyżackie zostały otoczone i doszczętnie rozbite przez polskie wojsko. Na koniec jeszcze raz oddajmy głos Długoszowi, który tak opisał polskie zwycięstwo: „I chociaż wrogowie przez jakiś czas stawiali opór, w końcu jednak otoczeni zewsząd mnóstwem wojska królewskiego zostali wycięci w pień i niemal wszystkie oddziały walczące w szesnastu chorągwiach wyginęły lub dostały się do niewoli. Po rozbiciu w pył tego zastępu, w którym jak wiadomo zginął wielki mistrz Ulryk […] rycerze i panowie z wojska pruskiego podjęli odwrót. Król zaś polski i jego wojsko odnieśli późne i z trudem zdobyte, ale pełne i zdecydowane zwycięstwo”.

 

Zwycięstwo!

Wygrana bitwa rozpoczęła serię triumfów wojsk polskich, które ostatecznie doprowadziły do podpisania pokoju w Toruniu. Co więcej, można zaryzykować stwierdzenie, że dzięki tak spektakularnemu zwycięstwu, ród Jagiellonów stał się jednym z najważniejszych w ówczesnej Europie.

 

Wołyń – czyli co pozostało po zbrodni.

1280px-Wołyń_1

Kuriozum – to pierwsze słowo, które przychodzi na myśl, gdy przyglądamy się obecnemu kultowi Bandery, jaki odrodził się na Ukrainie. To człowiek, a może raczej trzeba byłoby powiedzieć, bestia, który w imię „walki o wolność” porzucił człowieczeństwo, zastępując je nienasyconą żądzą krwi… polskiej krwi.

11 lipca 1943 roku dochodzi do wydarzeń, które później historia nazwie „Krwawą Niedzielą” na Wołyniu. Ten dzień był punktem kulminacyjnym trwających od lutego tegoż roku morderczych ataków na Polaków mieszkających na Wołyniu, ataków dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów, wśród nich niechlubnie zapisała się swoją aktywnością i okrucieństwem Ukraińska Armia Powstańcza (UPA). Mordy na polskiej ludności cywilnej trwały aż do 1944 roku. Oddziały ukraińskie prowadzone przez Dmitra Klaczkiwskiego, dokonują mordu na prawie 100 tysiącach Polaków. Choć do tej pory ostateczna liczba zamordowanych Polaków nie została ustalona. W swoich morderczych poczynaniach ukraińscy nacjonaliści posuwali się do niewyobrażalnego okrucieństwa, bestialstwa jakiego nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Ze względu na zbyt drastyczne sceny nie będziemy tu przytaczać metod UPA.

Celem tego bestialstwa, i można to stwierdzić z całą stanowczością, był plan totalnej eksterminacji polskiej ludności, tak, by po wojnie ziemie wołyńskie stały się częścią ukraińskiej ziemi pozbawionej mniejszości narodowej (Polaków). Zresztą słowa pułkownika Klaczkiwskiego dosadnie obrazują nastawienie UPA: „Jeśli chodzi o sprawę polską, to nie jest to zagadnienie wojskowe, tylko mniejszościowe. Rozwiążemy je tak, jak Hitler sprawę żydowską”.

W 2013 roku polski sejm działania UPA uznał za tzw. „zbrodnie o znamionach ludobójstwa”. Ten dziwaczny twór słowny, którego celem było łagodzenie stosunków z naszym wschodnim sąsiadem, nijak się jednak ma do rzeczywistości. Co więcej, okazało się, że  polityka historyczna prowadzona przez środowiska liberalne, dziś obraca się przeciwko nam samym. Bagatelizowanie przeszłości ma bowiem zawsze konsekwencje w przyszłości. W przeciągu zaledwie trzech lat, sytuacja na Ukrainie zmieniła się diametralnie, a morderców z oddziału Klaczkiwskiego czy ludobójców pokroju Bandery, dziś obsypuje się honorami.

Po ukraińskiej rewolucji zwanej „Euromajdanem” doszło do całkowitego przetasowania w ukraińskim parlamencie. Niestety obecnie głowa państwa ukraińskiego wprost odwołuje się do postaci Bandery, a żołnierzy z UPA nazywa „bohaterami”, co w pewien sposób podsyca nastroje antypolskie.
Aby jeszcze dokładniej zobrazować całą sytuację, wyobraźmy sobie, że w Niemczech do władzy dochodzi partia odwołująca się do postaci… Hitlera, a działania nazistów uznaje za „przykład bohaterstwa”. Sytuacja ta brzmi dość groteskowo i wprost nierealnie, ale dokładnie taki stan rzeczy dokonuje się za naszą wschodnią granicą.
Obecnie w parlamencie Rzeczpospolitej znów trwa dyskusja o tym, czy rzeź wołyńska była „tylko” mordem czy już ludobójstwem. Gdyby zastosować się do definicji, którą utworzył zaraz po wojnie Rafał Lemkin, to wątpliwości żadnej by nie było. Warto pamiętać, że powstała w 1945 roku definicja ludobójstwa była podstawą w czasie Procesu Norymberskiego. Oby polscy parlamentarzyści znów ponad prawo i prawdę historyczną nie postawili na źle pojętą „przyjaźń”.

Powiedzieć należy sobie jasno, przyjaźń wymaga wspólnego szacunku i dążenia do prawdy. Jak wobec tego mówić o przyjaźni, kiedy jedna ze stron opiera swoją władzę, na nastrojach antypolskich, rozwijając kult człowieka, który szczerze nienawidził wszystkiego, co polskie? Przyjaźń opierać się może wyłącznie na wzajemnym szacunku i prawdzie, nawet, gdy jest ona bolesna.  Ludobójstwo należy nazwać po imieniu, przecież nikt nie oskarża obecnych Ukraińców o tę zbrodnię i nikt nie ma o to do nich żalu (prędzej za to, że sami próbują fałszować rzeczywistość). Dopiero kiedy prawda ta zostanie uznana, a wraz za nią nie będzie dochodzić do kultywowania przez rząd Ukrainy